Nie wiem dlaczego, ale wszystkie wycieczki z Polski na Litwę, są wożone do zamku w Trokach. Dlaczego ani razu nie wiezie się tych wycieczek, do położonego po drugiej stronie jeziora, pałacu Tyszkiewiczów?
Zamek został odbudowany ze stosu gruzów , już po II wojnie, z rozkazu Stalina. Nie jest to zabytek, ale odtworzenie starej budowli. Wewnątrz są zabytki z epoki, ale nie z Trok! To samo dotyczy samych Trok. Widzimy jakieś przedmieścia, omijając centrum . Do bani takie zwiedzanie. Jeśli jeszcze raz mam tam jechać, to pojadę "po swojemu".
To pałac Tyszkiewiczów, widziany z wyspy "zamkowej".
Zamek w Trokach.
Nie wchodziłam tam, bo już nie było po co. Jedna parasolka wystarczy.
Poszliśmy coś zjeść, napić się herbaty. Ciekawe miejsce.
Kienesa w Trokach, czyli świątynia karaimska.
W XIV wieku, przywiózł kilkaset rodzin z Krymu do Trok, książę Witold. Znali język i byli pośrednikami miedzy księciem a chanatem krymskim. Dzięki nim, książę Witold, mógł się nawet kontaktować z Tatarami.
Uzdolnieni wojskowo, wierni i sumienni, stanowili gwardię przyboczną księcia. Osiedlili się pomiędzy dwoma zamkami księcia, w pobliżu jeziora Galve.
Jest jeszcze ciekawostka. O ilości okien w chałupie, decydował książę. Normalnie można było mieć tylko jedno okno. Karaimi dostali pozwolenie na trzy. Jedno dla boga, drugie dla nich a trzecie dla księcia. Nie jestem pewna czy dobrze zapamiętałam.
Ulica w Trokach.
Rzeźba myśliwego czy żołnierza, a może bóstwa? Nie wiem.
Most był oblegany przez turystów oglądających Łyski.
Śmieszne są, zwłaszcza młode. Zastanawiam się jak pływają.
Pa:)
Większość zdjęć jest moją własnością, chcesz je wykorzystać, spytaj! Kilka zdjęć z internetu.
wtorek, 10 września 2013
sobota, 7 września 2013
Jaćwingowie a Raczki.
Chciałam napisać post o Raczkach, ale ciągle coś mi przeszkadzało, a ja nie wiedziałam co! Ich historię współczesną poznałam, trochę wcześniejszą można wyczytać. Ciągle mnie zastanawiało co było dawniej w tym miejscu? W ten sposób dotarłam do teoretycznie "nieistniejącego" plemienia Jaćwingów, zwanych też Prusami. Teoretycznie nieistniejącego, bo z historii wynika, że się zasymilowali z ludnością terenów ościennych i ciągle żyją wśród nas.
Puszcza Augustowska, moim zdaniem, jest największym kompleksem leśnym w Europie. Co prawda, dzielą ją granice, ale las rośnie nie uznając granic. Granice są "potrzebne" ludziom, nie roślinom czy zwierzętom. Przed wiekami zajmowała , prawdopodobnie większy obszar. Tam też żyli Jaćwingowie po przybyciu w te rejony. Wywodzili się z plemion zamieszkałych dorzecze Dniepru. Należeli do niesłowiańskich Bałtów. Uprawiali ziemię, hodowali owce, świnie i tarpany. Polowali, zajmowali się łowiectwem, rybołówstwem, bartnictwem i zbieractwem. Wytapiali żelazo z rud darniowych.Wytwarzali narzędzia, ozdoby, przedmioty codziennego użytku. Mieli też dobrze opanowane kowalstwo, garncarstwo i rogownictwo. W Polsce zajmowali tereny współczesnej Suwalszczyzny docierając do Mazur na zachodzie i Mazowsza na południu, a czasem i dalej aż do Lublina. Budowali osady na płyciznach jezior, zabezpieczając się w ten sposób przed niespodziewanym atakiem wrogów.
Po Jaćwingach pozostały , dziwnie dla nas brzmiące, nazwy geograficzne i nie tylko. Pozostały też miejsca pochówków, czy osad. Jak góra Zamkowa, na której prawdopodobnie, było miejsce zamieszkania ich wodza. Są jeszcze ślady obwałowań.
W czasie chrystianizacji wschodnich plemion spotkał ich św.Wojciech. Niestety, trafił na lud nierozumiejący jego języka , co skończyło się dla niego tragicznie.
Po latach, ten nieujarzmiony lud, skończył źle, bo Konrad Mazowiecki wezwał do "brudnej roboty" Zakon Krzyżacki. Jaki był finał, wszyscy wiemy.
Raczki! Wieś została założona w puszczy pojaćwieskiej, w XVI wieku. Najpierw nosiła nazwę Dowspuda, wywodzącą się od nazwy rzeki nad którą leżała. Powstała w dobrach braci Michnowiczów Raczkowiczów (stąd późniejsza nazwa, Raczki). Ziemie nadał im król Zygmunt Stary.
W 1703 roku, wieś uzyskała prawa miejskie. W 1748 roku te ziemie nabył hrabia Józef Pac, po nim przejął je jego syn, Ludwik Michał Pac, o którego nieistniejącym pałacu w Dowspudzie był post.
Ludwik Michał Pac, jak już pisałam, postawił na rozwój , uprzemysłowienie , a także rolnictwo.
To budynek mogący pamiętać jego czasy, wygląda mi na przemysłowy. Niegdyś mieściła się tu szkoła, obecnie zajmuje go Gminny Ośrodek Kultury.
Budynek Straży Pożarnej.
Pomnik ofiar II Wojny Światowej.
Ten pomnik znajduje się po drugiej stronie runku, w pięknie utrzymanym, maleńkim parku.
Obok, nieco w cieniu, znajduje się przystanek autobusowy.
Po wyjeździe Ludwika Michała Paca do Francji a potem Anglii, po upadku Powstania Listopadowego, jego majątek przejął Car rosyjski . Raczkom odebrano prawa miejskie, a wszystkie budynki przemysłowe, zbudowane przez Ludwika Michała Paca, zrównano z ziemią, czyli rozebrano. Miasteczko do tej pory jest wsią.
Różne są wersje historyczne.
Czas w miejscu nie stoi. Raczki ciągle istnieją.
Byliśmy tam w niedzielę i były czynne nawet DELIKATESY, przy trasie z Augustowa.
Żar lał się z nieba. Dla nas ten sklep był ratunkiem. Lody napoje i co kto chce.Żeby Was wszystkich pocieszyć, widziałam na własne oczy, nieco ospałą, budowę obwodnicy Augustowa. Kilka zdjątek pokażę;)))
To tyle na teraz:)
Pa:)
Puszcza Augustowska, moim zdaniem, jest największym kompleksem leśnym w Europie. Co prawda, dzielą ją granice, ale las rośnie nie uznając granic. Granice są "potrzebne" ludziom, nie roślinom czy zwierzętom. Przed wiekami zajmowała , prawdopodobnie większy obszar. Tam też żyli Jaćwingowie po przybyciu w te rejony. Wywodzili się z plemion zamieszkałych dorzecze Dniepru. Należeli do niesłowiańskich Bałtów. Uprawiali ziemię, hodowali owce, świnie i tarpany. Polowali, zajmowali się łowiectwem, rybołówstwem, bartnictwem i zbieractwem. Wytapiali żelazo z rud darniowych.Wytwarzali narzędzia, ozdoby, przedmioty codziennego użytku. Mieli też dobrze opanowane kowalstwo, garncarstwo i rogownictwo. W Polsce zajmowali tereny współczesnej Suwalszczyzny docierając do Mazur na zachodzie i Mazowsza na południu, a czasem i dalej aż do Lublina. Budowali osady na płyciznach jezior, zabezpieczając się w ten sposób przed niespodziewanym atakiem wrogów.
Po Jaćwingach pozostały , dziwnie dla nas brzmiące, nazwy geograficzne i nie tylko. Pozostały też miejsca pochówków, czy osad. Jak góra Zamkowa, na której prawdopodobnie, było miejsce zamieszkania ich wodza. Są jeszcze ślady obwałowań.
W czasie chrystianizacji wschodnich plemion spotkał ich św.Wojciech. Niestety, trafił na lud nierozumiejący jego języka , co skończyło się dla niego tragicznie.
Po latach, ten nieujarzmiony lud, skończył źle, bo Konrad Mazowiecki wezwał do "brudnej roboty" Zakon Krzyżacki. Jaki był finał, wszyscy wiemy.
Raczki! Wieś została założona w puszczy pojaćwieskiej, w XVI wieku. Najpierw nosiła nazwę Dowspuda, wywodzącą się od nazwy rzeki nad którą leżała. Powstała w dobrach braci Michnowiczów Raczkowiczów (stąd późniejsza nazwa, Raczki). Ziemie nadał im król Zygmunt Stary.
W 1703 roku, wieś uzyskała prawa miejskie. W 1748 roku te ziemie nabył hrabia Józef Pac, po nim przejął je jego syn, Ludwik Michał Pac, o którego nieistniejącym pałacu w Dowspudzie był post.
Ludwik Michał Pac, jak już pisałam, postawił na rozwój , uprzemysłowienie , a także rolnictwo.
To budynek mogący pamiętać jego czasy, wygląda mi na przemysłowy. Niegdyś mieściła się tu szkoła, obecnie zajmuje go Gminny Ośrodek Kultury.
Budynek Straży Pożarnej.
Gdzieś na tym rynku znajduje się urząd Gminy. Pojęcia nie mam gdzie.
Może to być biały budynek po prawej stronie, ale głowy nie dam.
Jeden ze starszych budynków i widoczna wieża kościoła w Raczkach, pod wezwaniem Trójcy Przenajświętszej.
Stara chałupka.
Słup ogłoszeniowy i nowsze zabudowania rynku.
Ten pomnik znajduje się po drugiej stronie runku, w pięknie utrzymanym, maleńkim parku.
Obok, nieco w cieniu, znajduje się przystanek autobusowy.
Po wyjeździe Ludwika Michała Paca do Francji a potem Anglii, po upadku Powstania Listopadowego, jego majątek przejął Car rosyjski . Raczkom odebrano prawa miejskie, a wszystkie budynki przemysłowe, zbudowane przez Ludwika Michała Paca, zrównano z ziemią, czyli rozebrano. Miasteczko do tej pory jest wsią.
Różne są wersje historyczne.
Czas w miejscu nie stoi. Raczki ciągle istnieją.
Byliśmy tam w niedzielę i były czynne nawet DELIKATESY, przy trasie z Augustowa.
Żar lał się z nieba. Dla nas ten sklep był ratunkiem. Lody napoje i co kto chce.Żeby Was wszystkich pocieszyć, widziałam na własne oczy, nieco ospałą, budowę obwodnicy Augustowa. Kilka zdjątek pokażę;)))
Pa:)
środa, 4 września 2013
Są takie miejsca.
Są takie miejsca w Wilnie, gdzie można spotkać Polaków. Kościół św. Piotra i Pawła na Antokolu oraz hale targowe niedaleko Ostrej Bramy.
Dziś opowiem o tych drugich, o halach targowych. Właściwie hala jest jedna, rówieśniczka , moim zdaniem, Hali Mirowskiej w Warszawie, oraz nowoczesny pawilon handlowy.Właśnie wokół nich handlują Polacy.
Jak już wcześniej pisałam, w tym roku, Wilno zwiedzaliśmy sami. Idąc od zamku do Ostrej Bramy, Przed Pałacem Prezydenckim, trafiliśmy najpierw na Jarmark Wyrobów Regionalnych . Czego tam nie było. Kupiliśmy polędwicę litewską. Powiem wam, że czegoś tak dobrego nigdy nie jadłam. To co można kupić w naszych sklepach w porównaniu z tamtą... nie nadaje się do jedzenia.
Kiedy już wyszliśmy przez Ostrą Bramę , na górze, poszliśmy dalej tą samą ulicą i natknęliśmy się na wspomniane wyżej, miejsce targowe.
Góra i dół. Tak to wyglądało. Kiedy się weszło do tej Hali, widok zapierał dech. Jak są schody na zewnątrz, tak są takie same wewnątrz. Czyli mamy widok na całą halę z góry. Wszędzie tylko mięso i wędliny, ale jakie! Zapach wędzonych wyrobów powodował ślinotok. Czegoś takiego, jak żyję, nie widziałam. Niestety, nie mam zdjęć wnętrza.
Tuż obok stoi pawilon handlowy, widać go po prawej stronie, a w widocznym przejściu i od frontu słychać tylko język polski. Handluje się wszystkim, najczęściej artykułami sezonowymi. Wtedy to były poziomki, ale nie tylko.
Teraz lepiej widać
Kamieniczki naprzeciwko.
No i niestety, musieliśmy wracać na miejsce postoju autokaru.
Pa:)
Dziś opowiem o tych drugich, o halach targowych. Właściwie hala jest jedna, rówieśniczka , moim zdaniem, Hali Mirowskiej w Warszawie, oraz nowoczesny pawilon handlowy.Właśnie wokół nich handlują Polacy.
Jak już wcześniej pisałam, w tym roku, Wilno zwiedzaliśmy sami. Idąc od zamku do Ostrej Bramy, Przed Pałacem Prezydenckim, trafiliśmy najpierw na Jarmark Wyrobów Regionalnych . Czego tam nie było. Kupiliśmy polędwicę litewską. Powiem wam, że czegoś tak dobrego nigdy nie jadłam. To co można kupić w naszych sklepach w porównaniu z tamtą... nie nadaje się do jedzenia.
Kiedy już wyszliśmy przez Ostrą Bramę , na górze, poszliśmy dalej tą samą ulicą i natknęliśmy się na wspomniane wyżej, miejsce targowe.
Góra i dół. Tak to wyglądało. Kiedy się weszło do tej Hali, widok zapierał dech. Jak są schody na zewnątrz, tak są takie same wewnątrz. Czyli mamy widok na całą halę z góry. Wszędzie tylko mięso i wędliny, ale jakie! Zapach wędzonych wyrobów powodował ślinotok. Czegoś takiego, jak żyję, nie widziałam. Niestety, nie mam zdjęć wnętrza.
Tuż obok stoi pawilon handlowy, widać go po prawej stronie, a w widocznym przejściu i od frontu słychać tylko język polski. Handluje się wszystkim, najczęściej artykułami sezonowymi. Wtedy to były poziomki, ale nie tylko.
Teraz lepiej widać
Kamieniczki naprzeciwko.
No i niestety, musieliśmy wracać na miejsce postoju autokaru.
Pa:)
niedziela, 1 września 2013
Łabędzie i zachody słońca.
Pokażę teraz trochę zdjęć łabędzi. Są w Augustowie, jak wiecie. Dostojne i piękne. Bywają czasem lekceważone i bardzo źle traktowane przez ludzi, niezbyt mądrych ludzi. Nie wiem czy słowo "ludzi" jest tu odpowiednie.
Będą zdjęcia.
Zachód słońca tego dnia był przepiękny. W ogóle ten lipiec był ładny.
Tyle na teraz.
Pa:)
Będą zdjęcia.
Podpłynęła łabędzica z małymi do brzegu Netty, ponieważ została zlekceważona przez ludzi, to ze złości "ugryzła" nabrzeże. Coś takiego widziałam pierwszy raz. Zła musiała być.
To o czym pisałam na początku wyglądało tak. Na kajakach płynęło sobie dwóch młodzików 15-17 lat mniej więcej. Średnia wypada 16 i pewnie tyle mieli. Postanowili postraszyć łabędzicę z małymi i rozdzielić rodzinę. Wpływali pomiędzy matkę a dzieci. Jak sobie przypomnę, to sama chętnie coś bym tym szczeniakom zrobiła. Nic im z tego nie wyszło i łabędzica sobie poradziła, ale mnie zjeżyły się włosy na głowie. Nie mogę odnaleźć zdjęć, a robiłam.
Poza tym, dołączyli do nich koledzy i zaczęła się dopiero zabawa. Na Netcie istnieje zakaz kąpieli, jest to szlak wodny dla statków i łodzi. Te głąby, inaczej ich już nie nazwę, no może źle wychowani młodzi ludzie, ale to za grzeczne dla nich, pływali, kąpali się w tej rzece, przewracali kajaki. Marzyłam, żeby przypłynął statek i rozjechał to towarzystwo. Przez cały czas czekałam na straż wodną, która jak na złość, wcale się nie zjawiła.W końcu znudziła im się ta zabawa. GDZIE BYLI RODZICE???
Zawsze lubiłam łabędzie z nastroszonymi piórami.Pa:)
Subskrybuj:
Posty (Atom)