Większość zdjęć jest moją własnością, chcesz je wykorzystać, spytaj! Kilka zdjęć z internetu.

niedziela, 16 grudnia 2012

Tęczowy most.

Powrót z Liszkawy zapowiadał się przeciętnie nudnie, jak to powrót z wycieczki. Zeszliśmy z góry do przystani,  wsiedliśmy na statek . Niby nic, wszystko normalnie. Zaczął padać deszcz.  Każdy chował się pod daszkiem rozpiętym nad pokładem.
Wyglądało to tak. Nagle Świat stracił kolory.
Było szaro i ponuro.
W jednym momencie stało się coś, co pamięta się do końca życia. Jeśli jest to możliwe to pojawił się na Niemnie szkwał!  Przeżywałam to drugi raz w życiu. Pierwszy był gorszy, bo miał miejsce lata temu , kiedy pływaliśmy żaglówką po  Zalewie Zegrzyńskim.
W jednym momencie deszcz zaczął padać POZIOMO, nie było gdzie się schować, wszyscy uciekli pod pokład. Zdjęć, niestety, nie mam. To była następna kąpiel mojego aparatu fotograficznego. Starałam się, ale nie udało mi się całkowicie go uchronić  przed  kontaktem z wodą. Kilka minut i było po deszczu. Wyszliśmy na górę, deszcz jeszcze padał, ale już skromniejszy. "Marynarze słodkich wód" , usuwali wodę z ławek i pokładu.
Czapla siwa ruszyła w drogę.
Świat nabierał kolorów.
Woda "parowała", deszcz nie ustępował, ale nie był już taki straszny.
Pokazała się podwójna tęcza. Była tak blisko mnie, że zdawałoby się, mogę zanurzyć w niej rękę.
Nazwałam to zjawisko "tęczowym mostem".
:)))
Po chwili Niemen wyglądał jak Niemen. Wędkarze wyszli na "łowy".
Woda była znowu gładka jak lustro.
:)))
Minęliśmy ujście naszej znajomej rzeczki, Ratnyci.

Pożegnaliśmy Druskienniki.
 Pa:)

sobota, 15 grudnia 2012

Kilka zdjęć z obecnej wsi Liszkawa.

W końcu trzeba było wrócić z Liszkawy do Druskiennik, statek czekał. Droga z góry jest znacznie łatwiejsza, przemierzyliśmy ją szybko nie odmawiając sobie przyjemności zajrzenia do tamtejszego sklepiku. Pić nam się chciało, że no!
Obecna Liszkawa , to mała wieś. Są tam w większości drewniane domy, ale wkroczyła nowoczesność i są też murowane.
Drewutnia. Nawet na Podlasiu w ten sposób przechowuje się drewno na opał.
Sielsko-anielsko.  Nie wiem jak to określić, wszędzie panował porządek. Firaneczki w oknach, kwiaty, dużo drzew owocowych z dojrzewającymi owocami i lasy.
Teraz zdjęcie w dwóch częściach. To prawa strona zdjęcia,
to lewa.
Drewniana studnia. Wiedziałam, że takie były, ale zobaczyłam "własnoocznie" pierwszy raz.
Odnowiony klasztor w Liszkawie.
Jak zrozumiałam, coś w rodzaju domu gościnnego dla odwiedzających kościół. To znajduje się na terenie należącym do kościoła.
Druga część klasztoru. Chyba zrobiono w nim kotłownię.
Obok cmentarz katolicki. Widać go na zdjęciu wyżej.
Było tak. To widok z góry na Niemen
Czasem tak. Pogoda była nieprzewidywalna. To, co po drugiej stronie rzeki.
To też.
Koniec pobytu w Liszkawie.
Następny post już jutro.
Pa:)

czwartek, 13 grudnia 2012

Liszków.

Skąd przyszli Litwini ze swoim dziwnym językiem ? Teorii jest kilka, chociaż uznaje się jedną. Jestem raczej skłonna przychylić się do tej , mówiącej że są to przybysze z okolic Finlandii, czyli północ. Być może przemieszali się z ludnością ze wschodu, z okolic dorzecza Oki, bo jest to teoria uznawana. Naukowcem nie jestem, tylko "ludziem" zwykłym czytającym (ciekawe czy powstanie kiedyś taki termin naukowy), ha,ha. Zasiedlili tereny obecnej Litwy już bardzo dawno, wiele tysięcy lat temu. "Litwin" znaczy tyle, co człowiek znad rzeki. Tego wątku dalej nie "pociągnę", nie ma związku,  prawie.
W okolicach obecnej Liszkawy, na  wysokim brzegu Niemna, osiedlili się ludzie. Było to kilka tysięcy lat temu. Co się z nimi działo, nie wiem. Jakie życie prowadzili, możemy się tylko domyślać. Wiadomo , że już przed naszą erą było tam grodzisko. Brzeg Niemna mógł być wyższy, lub niższy. Mógł też być bardziej oddalony od obecnych ruin. Przez kilka tysięcy lat, sporo w krajobrazie jak i ukształtowaniu terenu mogło się zmienić. Myślę, że faktycznie był bardziej oddalony na południe bo nie sądzę, żeby cokolwiek budowano na skraju skarpy. Chyba miałam rację z ta skarpą. Patrząc na mapę wnioski same się nasuwają.
Żyli w długich drewnianych domach . Wykarczowali las pod swoje poletka. Było w miarę bezpiecznie na stromym , wysokim brzegu.
Brak państwowości, przy zmieniającym się Świecie utrudniał życie. Powoli powstawały małe ośrodki władzy, rządzili książęta (kunigasi).  Był XIII wiek. Czas płynął. Wobec zagrożenia ze strony Kawalerów Mieczowych i Zakonu Krzyżackiego, Mendog  zjednoczył plemiona litewskie i objął władzę. Co ja Wam będę oczy mydlić. Była długa walka o władzę, walczyli ze sobą i wygrał tę walkę Mendog. Nie wdaję się zbytnio w szczegóły bo nie piszę encyklopedii ani historii Litwy.
Mniej więcej w tym czasie spłonęło grodzisko w Druskiennikach, czyli mogła być jeszcze inna przyczyna , jak widać. W 1251 roku, wobec ogólnego zagrożenia, Mendog przyjął chrzest. Był jednym z dwóch królów Litwy. Został koronowany właśnie tu, w swojej siedzibie i w istniejącym grodzie-Nowogródku.
Książę Witold wzniósł tu zamek, o czym świadczy jeszcze przyziemie okrągłej baszty. Obok jest Góra Kościelna , na której stał kamienny kościół. Do dziś pozostały  fundamenty.
Odwiedziłam zupełnie inny kościół. Ufundował go w końcu XVII wieku Jerzy Kosiłło, sprowadził Dominikanów z Sejn i tu osadził. Dziwne losy miał ten kościół i klasztor.Było tam więzienie , szkoła, biblioteka. Zaborcy nie mieli litości. Zwłaszcza, że Niemen był granicą w czasie III rozbioru Polski i kościół znalazł się w zaborze pruskim. Obecnie w klasztorze urządza się muzeum o.o. Dominikanów.
Kościół p.w. św. Trójcy wybudowano w latach 1704-1741 , wzorem był kościół Sakramentek ze Starego Miasta w Warszawie.

Teraz przenosimy się w czasie do sierpniowego dnia tego roku. Podróż Niemnem była przyjemna, nieco okraszona deszczem. Dopłynęliśmy do brzegu. Na widok tego co zobaczyłam, coś mi się zrobiło. Trzeba było wejść od przystani, po stromych schodach, na koszmarną górę.
Obok płynął strumień.
Potem szosą jeszcze wyżej.
Po jeszcze koszmarniejszych schodach ,
z kamieni przyniesionych przez lodowiec. Na zwykłe, rzeczne otoczaki, nie wyglądały.
Wejście do kościoła i fragment klasztoru.
Kolumna z XIX wieku z figurką św. Agaty z XVIII wieku.
Św. Agata.
Stamtąd przyszliśmy. Mniej więcej z miejsca, gdzie widać coś jakby fragment łachy piasku.
Mamy przed sobą piękne rokokowe wnętrze.
Ambona.
Ołtarz boczny.
Drugi ołtarz boczny. Wisi w nim  łaskami słynący obraz Matki Boskiej . Niestety, w tamtej chwili słońce go nie oświetlało i prawie nic nie widać.
Jeśli dobrze się oświetli... Tam najczęściej zawierane są śluby. Nawet teraz.
Kościół do niedawna należał do Kurii Warszawskiej. Został pięknie odrestaurowany przez polskich konserwatorów.
Sklepienie.
Może coś zobaczycie. Tam też nie bardzo można było robić zdjęcia.
Bo było tam  to, czyli freski.
To też.
Tył kościoła.
Widok spod kościoła na Niemen.
Nie wiem czy coś mi się jeszcze uda teraz pokazać.
Wracamy;)
Resztę opiszę w następnym poście.
Pa:)

wtorek, 11 grudnia 2012

Wytrzymajcie jeszcze trochę:)

Zima trzyma, czasu nie mam. Popatrzcie sobie jeszcze.
Jemioła, pasożyt niedobry, a ile w nim urody.
Co ja poradzę, że lubię ośnieżone gałęzie.
To klon. Zostały mu po lecie śmieszne grona po kleistych nasionach, czyli "helikopterach" ;)
Zaraz zabłyśnie słońce.
No już:)
Pa:)